piątek, 2 października 2015

1/6


Naiwnie myślałam, że uda mi się prowadzić regularnego bloga. Niestety, wygląda na to, że czasy w których pisałam coś codziennie minęły (bezpowrotnie?hmmm). Cóż, śmieję się z siebie i mam ochotę na streszczenie pierwszego miesiąca.

Jest 6.30, słońce powoli pojawia się w salonie, reszta domowników śpi a ja obudziłam się jakąś godzinę temu ciesząc się wolnym piątkiem. (5.30! nie, nie dokucza mi bezsenność, nie wiem co się dziś stało) Kawka, ciasteczko, w tv 17. Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. TVP POLONIA została odnaleziona przez moją współlokatorkę. W tym miesiącu widziałam polskie wiadomości więcej razy niż w ciągu pół roku w Polsce.

W pracy niestety ciągle słyszymy, że musimy być cierpliwe i elastyczne. Wczoraj podsumowując pierwszy miesiąc i myśląc nad tym, czego się nauczyłyśmy w ciągu tego czasu zgodnie ustaliłyśmy że do CV pogrubioną czcionką możemy wpisać 'trening cierpliwości', niestety językowo niewiele się rusza, bo czekamy i czekamy aż nasz kurs się rozpocznie. Jasne, że potrafię już śpiewać kilka przedszkolnych piosenek po włosku i powtarzam miliony razy wyrażenia typu 'nie, tak nie można robić' , 'podjedź tutaj' , 'jak się czujesz?', 'nie bij go' , 'nie rzucamy książkami', 'o jaki ładny rysunek!' itp. niestety chociażby w kontaktach z moimi współlokatorami, którzy wstydzą się mówić po angielsku, niewiele mi to pomaga.

A teraz pozytywy: mam rower! Od zawsze jazda na rowerze mnie cieszyła ale tutaj cieszy szczególnie. Nie muszę czekać w nieskończoność na przystankach, jest to moja codzienna dawka ruchu i dojadę wszędzie. Zasad drogowych dla rowerów jeszcze nie odkryłam, nie wiem czy istnieją. Na pewno nie obowiązują te same co dla samochodów. Przykład: jadę pod prąd ruchliwą ulicą pod nosem policji, a pan policjant jedyne co zrobi to czasem się uśmiechnie. Przykład nr 2: droga sześciopasmowa. Znalazłyśmy się tam przypadkiem, gubiąc się trochę. No ale robi się ciemno, nie mamy świateł w rowerach a do domu trzeba dojechać. Chodnika brak. Za to pomiędzy 3 pasami w jedną stronę i 3 pasami w drugą jest linia tramwajowa. Nieczynna, bo tu tramwaj jeździ tylko w sezonie studenckim. Taką miałyśmy nadzieję, bo właśnie tamtędy jechałyśmy, po torach tramwajowych. :) Zdjęcia z tych miejsc, gdzie wyjątkowo przyjemnie się jeździ:































Rowerem da się dojechać za miasto, nad morze w 45 min :) Plaża jest specyficzna-idealna woda: przeźroczysta w różnych odcieniach, ciepła, głębokość idealna do rekreacyjnego pływania. To, co wygląda ciekawie to zamieszkane, zniszczone, zaniedbane, biedne budynki z widokiem na morze i góry godnym świetnego hotelu. Dziwne, że nikt tego prywatnie jeszcze nie wykupił i nie robi na tym biznesu. No ale nie znam się na prawach jakimi się rządzi Sycylia. Pytając się Sycylijczyków czy powinnam się w jakimś sensie obawiać mafii, dowiedziałam się, że jeśli nie ma się do czynienia z dużymi pieniędzmi i narkotykami to nie będzie się z nimi miało do czynienia.













Pogoda mnie rozpieszcza. Upały minęły, ale wciąż jest ciepło i można się wylegiwać w weekendy na plaży. Popełniłam błąd i ostatnio zapomniałam użyć kosmetyków z filtrem. Nie poparzyłam się ale wyglądałam bardzo głupio przez kolejne dni: czerwona blondynka (słońce rozjaśnia mi włosy do odcienia który razem z opalenizną zaczyna wyglądać po prostu głupio :P)

Na rowerze można jeździć po małych uliczkach miasta, niektóre są przepiękne, niektóre zaśmiecone i rozpadające się. Na końcu każdej z nich pojawia się widok na morze, góry albo kościół. :) Główna ulica, którą zawsze przemierzam, gdziekolwiek muszę się wybrać to via Vittorio Emanuele. Zdjęcia poniżej:



















 Palermo żyje. We wrześniu wieczorami działy się tu różne ciekawe rzeczy. Np. koncerty, wystawy, pokazy filmów na świeżym powietrzu w ruinach starego kościoła, festiwal lodów itp.
Myślę, że kolejny tydzień będzie wyjątkowy pod względem zwiedzania i poznawania miasta. Biorę swoje wolne dni, żeby pospacerować z moim pierwszym gościem z Polski :)

pozdrowienia!

sobota, 5 września 2015

Wyprawa nad morze




Przez ostatnie dwa dni spacerowałam ze swoją współlokatorką (moja rówieśniczka z Węgier). Dziwią nas w Palermo te same rzeczy, więc póki co wnioskujemy że nasze kultury są ze sobą bardziej powiązane niż z kulturą Włoch.

Jesteśmy zdziwione na przykład tym, że nie mamy w pobliżu większego sklepu. Na moim ulubionym wrocławskim osiedlu są 3 biedronki, kaufland, lidl, rossmann, hebe, żabki, piekarnie, warzywniaki. Od jednego z tych sklepów to drugiego idzie się max 10 minut. Tutaj nie. Otóż tutaj nie znalazłyśmy nawet piekarni w tej odległości. Wyprawa po spożywcze zakupy to minimum godzina i trzeba się zastanawiać co damy radę przenieść w 34-stopniowym upale spory kawałek drogi. Może schudnę ;)

Dziwi nas również to, że nie istnieje tutaj coś takiego jak rozkład jazdy autobusów. Po prostu. Nie ma i tyle. A żeby dostać się na plażę mija nam 2 godziny. Nie, nie dlatego że mamy daleko. Nie mamy bezpośredniego autobusu. Dziś wyglądało to tak: wychodzimy z domu i akurat pod nosem przejechał nam autobus nr1, podbiegłyśmy i pojechałyśmy. Wysiadamy, chcemy znaleźć przystanek z którego odjeżdża autobus nr2. Nie widzimy takiego. Pytamy o to Panów którzy sprzedają bilety. Pokazują nam na przystanek na którym byłyśmy i twierdzą, że tam. Są tabliczki z numerami autobusów ale naszego brak. Cóż, ufamy na słowo. Po chwili widzimy garstkę zestresowanych ludzi, czekających jak się okazało na ten sam autobus. Stresowali się głównie tym, że kupili bilet i go skasowali. A bilet ma ważność 90 minut. Optymiści patrzą na odległość i myślą 'aaa spoko, wyrobię się' no a później się stresują, bo to że jest blisko nie znaczy, że będzie szybko. Przeklinali każdy autobus który podjeżdżał a nie był tym, na który czekaliśmy. Po 25 minutach stania w upale, uznałyśmy, że może lepiej się przejdziemy. No więc się przeszłyśmy trasą autobusu. Jakieś 30 minut piechotą. Nie widziałyśmy żeby nas mijał.... Czekałyśmy na autobus nr 3. Na szczęście tylko jakieś 15-20 minut. I dojechałyśmy :) Powrót był podobny. Ale było warto, pogoda dziś pozwoliła odpocząć bo słońce chowało się za chmury, ale temperatura nie spadała.

Dziwi mnie to, że młodzież tutaj nie ustępuje miejsca starszym w autobusach. Jakież było moje zdziwienie gdy zaproponowałam moje miejsce widząc dwóch sędziwych panów, którzy spojrzeli na mnie dziwnie i zaśmiali się, że o co mi chodzi, po co się ich czepiam, przecież oni są jeszcze młodzi i silni :)

Jeszcze jedna sympatyczna historia ostatnich dni: chcę kupić wino, pan sprzedawca podchodzi, podaje mi do ręki, mówi że dobre i zaprasza do kasy. No miło. Ale nawet nie spojrzałam na nie, a on mnie już zagaduje o coś innego. Więc się wtrącam, że jakie to wino-słodkie, wytrawne, jakakolwiek informacja? Pan mówi 'no jak to jakie? no wino to wino. a jak pani chce słodkie to se cukru doda'  :D

A poza tym, to dziwi mnie piękno budynków starego miasta, ilość kościołów na głównej starej ulicy (minimum 10), piękno chwili, w której mogę usiąść przy porcie o zachodzie słońca słuchając muzyki z pobliskiej restauracji, przyjemność jaką daje pływanie w morzu, i dziwi mnie cała ta sytuacja. Rok temu opuszczając Włochy myślałam nad tym, w jaki rejon chciałabym pojechać po studiach i wymarzyłam sobie Palermo i Neapol.:)
Pozdrawiam!

czwartek, 3 września 2015

Pierwszy spacer :)


Podróż zajęła mi praktycznie cały dzień, ponieważ wzięłam sobie zapas czasu na przesiadkę pomiędzy rzymskimi lotniskami. Jeśli bym miała tylko bagaż podręczny to skusiłabym się na odwiedzenie kilku miejsc, do których mam szczególny sentyment. Udało mi się jednak zobaczyć z okien autobusu Koloseum i Forum Romanum :) 


Dwie pierwsze noce w nowym miejscu przypomniały mi o tym, jak bardzo jestem lubiana przez komary. Pierwszy dzień minął mi przyjemnie. Organizacja, w której zaczynam pracować przydzieliła mi tzw. mentora, który pokazał mi gdzie w mojej okolicy mogę znaleźć sklepy, interesujące miejsca, jak dojść do pracy itp. Dobrze się składa, ponieważ jest on też nauczycielem języka włoskiego i zgodził się pomagać wolontariuszom w nauce. Miejsce, w którym będę pracowała jest bardzo przyjemne, dostosowane do pracy z dziećmi, współpracownicy po pierwszym spotkaniu również wyglądają na sympatycznych ludzi. Wypożyczyłam z tamtejszej biblioteki książki do nauki włoskiego i zamierzam ich używać ;)

Dowiedziałam się, że mieszkam 5 minut spacerem od dość popularnego tu miejsca: tzw. Katakumb Kapucynów (podziemia, w których można spacerować wśród około dwóch tysięcy zabalsamowanych zwłok). Nie byłam jeszcze w środku.

Mój spacer był bardziej klasyczny- uwielbiam morze, więc prostą drogą doszłam spacerem do portu. Miałam nadzieję, że gdzieś za portem jest możliwe, żeby wejść do wody więc nie brałam aparatu. Nie było to możliwe. Plaże są w innym miejscu, do którego za chwilę zamierzam się wybrać :) Mijałam piękne budynki, biedniejsze ulice, na których można zobaczyć samochody, których u nas już się raczej nie widuje; parki z palmami. Pogubiłam się trochę w tych uliczkach, ciesząc się tym miastem.

Dla zainteresowanych programem EVS przesyłam jako przykład opis projektu, w którym biorę udział. http://evs.bonafides.pl/2015/07/evs-we-wloszech-officina-creativa-interculturale/ Znalazłam ofertę na stronie www.ngo.pl . Polecam również grupy na facebooku, na których są udostępnianie oferty.



poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Na ostatnią chwilę










 










 

Jutro wylot. Niewiele (to pojęcie względne ;) ) brakuje do tego, żebym skończyła się pakować. Pierwszy raz mierzę się z ograniczeniem moich rzeczy 'codziennego użytku' do 15 kg głównego bagażu, 10 kg podręcznego i szczęśliwie dodanej jakiś czas temu w Ryanair małej torebki. Nigdy wcześniej nie pakowałam się na dłużej niż trzy miesiące- te letnie, kiedy można napakować dziesiątki lekkich koszulek wagą równych jednej bluzie.

Są rzeczy, których spodziewam się nie zastać w Palermo, ale nie wszystkie z nich ze sobą zabieram. W typowym włoskim domu np. nie znajdziemy wszechobecnego u nas czajnika (tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń). Na południu Włoch mogę mieć problem ze znalezieniem farby do włosów, której używam. Blondynek tam mało, więc popytu nie ma. Dzisiaj biegałam po Wrocławiu, bo okazuje się, że nawet u nas nie jest łatwo ją dostać (być może popyt jest za duży ;) ).

Pożegnanie z koleżankami minęło równolegle z pożegnaniem się z pierogami na jakiś czas :) i piwem z sokiem malinowym, pitym przez rurkę- tego też we Włoszech nie doświadczę.
 
Muszę skończyć z sentymentami i zacząć cieszyć się tym, co mnie tam przez jakiś czas czeka. ;) Zaczyna się po włosku: wciąż czekam na nr.telefonu osoby, która ponoć odbierze mnie z lotniska, na adres pod jakim mam zamieszkać i na informację czy w moim mieszkaniu będzie Internet! Spokojnie, spokojnie...

Pozdrawiam serdecznie!
Gosia





środa, 26 sierpnia 2015

5.... czyli jeszcze mam czas ;)

Zaczęłam odliczanie dni do wyjazdu :)

Kilka dni temu dowiedziałam się od jednej z włoskich organizacji pozarządowych, że zostałam wybrana jako wolontariuszka na wyjazd do Palermo, na który aplikowałam. Nie była to moja pierwsza aplikacja na wyjazd w formie EVS (European Voluntary Service). Przyznam, że moje wcześniejsze aplikacje tonęły w morzu zgłoszeń-szczególnie te na krótkoterminowe wyjazdy wakacyjne. W końcu udało się! :)

Palermo- miasto na jakie liczyłam: niemałe i z dostępem do morza :) Nigdy wcześniej nie dotarłam do Sycylii, jestem ciekawa codziennego życia sycylijczyków; tego, jak bardzo różnią się od swoich rodaków z północy lub ze stolicy. Nie zdążyłam przestudiować sterty książek na temat Palermo, jedynie kilka stron internetowych i zdjęć. Krótki czas na przygotowanie stawia mnie w sytuacji, w której będę poznawała je równocześnie w praktyce i w teorii. Nie potrafię jeszcze odpowiedzieć na pytanie znajomych i rodziny 'no ale co z tą mafią?' itp.

Mam wielką sympatię do Italii, jej mieszkańców, języka i oczywiście kuchni ;) Stęskniłam się i cieszę się, że znów będę mogła tego wszystkiego skosztować.

Planuję pisać tu głównie o mieście, jego atmosferze, mieszkańcach, sposobach na spędzanie w nim czasu, historiach które się tu wydarzyły i oczywiście pokazywać najpiękniejsze, najbardziej interesujące zdjęcia jakie uda mi się tam zrobić.

Na pewno pojawią się informacje o projekcie, w którym biorę udział. W kolejnych postach dodam więcej informacji na temat EVS.

Serdecznie pozdrawiam jeszcze z Polski :)