


Jutro wylot. Niewiele (to pojęcie względne ;) ) brakuje do tego, żebym skończyła się pakować. Pierwszy raz mierzę się z ograniczeniem moich rzeczy 'codziennego użytku' do 15 kg głównego bagażu, 10 kg podręcznego i szczęśliwie dodanej jakiś czas temu w Ryanair małej torebki. Nigdy wcześniej nie pakowałam się na dłużej niż trzy miesiące- te letnie, kiedy można napakować dziesiątki lekkich koszulek wagą równych jednej bluzie.
Są rzeczy, których spodziewam się nie zastać w Palermo, ale nie wszystkie z nich ze sobą zabieram. W typowym włoskim domu np. nie znajdziemy wszechobecnego u nas czajnika (tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń). Na południu Włoch mogę mieć problem ze znalezieniem farby do włosów, której używam. Blondynek tam mało, więc popytu nie ma. Dzisiaj biegałam po Wrocławiu, bo okazuje się, że nawet u nas nie jest łatwo ją dostać (być może popyt jest za duży ;) ).
Pożegnanie z koleżankami minęło równolegle z pożegnaniem się z pierogami na jakiś czas :) i piwem z sokiem malinowym, pitym przez rurkę- tego też we Włoszech nie doświadczę.
Muszę skończyć z sentymentami i zacząć cieszyć się tym, co mnie tam przez jakiś czas czeka. ;) Zaczyna się po włosku: wciąż czekam na nr.telefonu osoby, która ponoć odbierze mnie z lotniska, na adres pod jakim mam zamieszkać i na informację czy w moim mieszkaniu będzie Internet! Spokojnie, spokojnie...
Pozdrawiam serdecznie!
Gosia
Dasz radę! Bo kto jak nie Ty?! :) czekam na dalsze relacje, miłego lotu!
OdpowiedzUsuńDzięki Klaudia :) jeśli będę miała Internet to oczywiście będę zdawała relacje! :P
Usuń