sobota, 5 września 2015

Wyprawa nad morze




Przez ostatnie dwa dni spacerowałam ze swoją współlokatorką (moja rówieśniczka z Węgier). Dziwią nas w Palermo te same rzeczy, więc póki co wnioskujemy że nasze kultury są ze sobą bardziej powiązane niż z kulturą Włoch.

Jesteśmy zdziwione na przykład tym, że nie mamy w pobliżu większego sklepu. Na moim ulubionym wrocławskim osiedlu są 3 biedronki, kaufland, lidl, rossmann, hebe, żabki, piekarnie, warzywniaki. Od jednego z tych sklepów to drugiego idzie się max 10 minut. Tutaj nie. Otóż tutaj nie znalazłyśmy nawet piekarni w tej odległości. Wyprawa po spożywcze zakupy to minimum godzina i trzeba się zastanawiać co damy radę przenieść w 34-stopniowym upale spory kawałek drogi. Może schudnę ;)

Dziwi nas również to, że nie istnieje tutaj coś takiego jak rozkład jazdy autobusów. Po prostu. Nie ma i tyle. A żeby dostać się na plażę mija nam 2 godziny. Nie, nie dlatego że mamy daleko. Nie mamy bezpośredniego autobusu. Dziś wyglądało to tak: wychodzimy z domu i akurat pod nosem przejechał nam autobus nr1, podbiegłyśmy i pojechałyśmy. Wysiadamy, chcemy znaleźć przystanek z którego odjeżdża autobus nr2. Nie widzimy takiego. Pytamy o to Panów którzy sprzedają bilety. Pokazują nam na przystanek na którym byłyśmy i twierdzą, że tam. Są tabliczki z numerami autobusów ale naszego brak. Cóż, ufamy na słowo. Po chwili widzimy garstkę zestresowanych ludzi, czekających jak się okazało na ten sam autobus. Stresowali się głównie tym, że kupili bilet i go skasowali. A bilet ma ważność 90 minut. Optymiści patrzą na odległość i myślą 'aaa spoko, wyrobię się' no a później się stresują, bo to że jest blisko nie znaczy, że będzie szybko. Przeklinali każdy autobus który podjeżdżał a nie był tym, na który czekaliśmy. Po 25 minutach stania w upale, uznałyśmy, że może lepiej się przejdziemy. No więc się przeszłyśmy trasą autobusu. Jakieś 30 minut piechotą. Nie widziałyśmy żeby nas mijał.... Czekałyśmy na autobus nr 3. Na szczęście tylko jakieś 15-20 minut. I dojechałyśmy :) Powrót był podobny. Ale było warto, pogoda dziś pozwoliła odpocząć bo słońce chowało się za chmury, ale temperatura nie spadała.

Dziwi mnie to, że młodzież tutaj nie ustępuje miejsca starszym w autobusach. Jakież było moje zdziwienie gdy zaproponowałam moje miejsce widząc dwóch sędziwych panów, którzy spojrzeli na mnie dziwnie i zaśmiali się, że o co mi chodzi, po co się ich czepiam, przecież oni są jeszcze młodzi i silni :)

Jeszcze jedna sympatyczna historia ostatnich dni: chcę kupić wino, pan sprzedawca podchodzi, podaje mi do ręki, mówi że dobre i zaprasza do kasy. No miło. Ale nawet nie spojrzałam na nie, a on mnie już zagaduje o coś innego. Więc się wtrącam, że jakie to wino-słodkie, wytrawne, jakakolwiek informacja? Pan mówi 'no jak to jakie? no wino to wino. a jak pani chce słodkie to se cukru doda'  :D

A poza tym, to dziwi mnie piękno budynków starego miasta, ilość kościołów na głównej starej ulicy (minimum 10), piękno chwili, w której mogę usiąść przy porcie o zachodzie słońca słuchając muzyki z pobliskiej restauracji, przyjemność jaką daje pływanie w morzu, i dziwi mnie cała ta sytuacja. Rok temu opuszczając Włochy myślałam nad tym, w jaki rejon chciałabym pojechać po studiach i wymarzyłam sobie Palermo i Neapol.:)
Pozdrawiam!

czwartek, 3 września 2015

Pierwszy spacer :)


Podróż zajęła mi praktycznie cały dzień, ponieważ wzięłam sobie zapas czasu na przesiadkę pomiędzy rzymskimi lotniskami. Jeśli bym miała tylko bagaż podręczny to skusiłabym się na odwiedzenie kilku miejsc, do których mam szczególny sentyment. Udało mi się jednak zobaczyć z okien autobusu Koloseum i Forum Romanum :) 


Dwie pierwsze noce w nowym miejscu przypomniały mi o tym, jak bardzo jestem lubiana przez komary. Pierwszy dzień minął mi przyjemnie. Organizacja, w której zaczynam pracować przydzieliła mi tzw. mentora, który pokazał mi gdzie w mojej okolicy mogę znaleźć sklepy, interesujące miejsca, jak dojść do pracy itp. Dobrze się składa, ponieważ jest on też nauczycielem języka włoskiego i zgodził się pomagać wolontariuszom w nauce. Miejsce, w którym będę pracowała jest bardzo przyjemne, dostosowane do pracy z dziećmi, współpracownicy po pierwszym spotkaniu również wyglądają na sympatycznych ludzi. Wypożyczyłam z tamtejszej biblioteki książki do nauki włoskiego i zamierzam ich używać ;)

Dowiedziałam się, że mieszkam 5 minut spacerem od dość popularnego tu miejsca: tzw. Katakumb Kapucynów (podziemia, w których można spacerować wśród około dwóch tysięcy zabalsamowanych zwłok). Nie byłam jeszcze w środku.

Mój spacer był bardziej klasyczny- uwielbiam morze, więc prostą drogą doszłam spacerem do portu. Miałam nadzieję, że gdzieś za portem jest możliwe, żeby wejść do wody więc nie brałam aparatu. Nie było to możliwe. Plaże są w innym miejscu, do którego za chwilę zamierzam się wybrać :) Mijałam piękne budynki, biedniejsze ulice, na których można zobaczyć samochody, których u nas już się raczej nie widuje; parki z palmami. Pogubiłam się trochę w tych uliczkach, ciesząc się tym miastem.

Dla zainteresowanych programem EVS przesyłam jako przykład opis projektu, w którym biorę udział. http://evs.bonafides.pl/2015/07/evs-we-wloszech-officina-creativa-interculturale/ Znalazłam ofertę na stronie www.ngo.pl . Polecam również grupy na facebooku, na których są udostępnianie oferty.